Antyprzemocowa linia pomocy +48 720 720 020

Wpłać darowiznę dla SEXEDPL

KIEDY I JAK ROZMAWIAĆ Z DZIECKIEM O SEKSUALNOŚCI?

Artem Podrez

– Kiedy edukuję o rozwoju seksualny dzieci albo o tym, jak rozmawiać z dziećmi o seksualności, raz na jakiś czas spotykam się z pytaniami: “Ale po co?”, “Ale czemu tak wcześnie?”, „Dajmy dzieciom być dziećmi!” – mówi psycholożka, nauczycielka i edukatorka seksualna Antonina Kopyt.

— Skoro to dzieci czasem nas o to pytają, skoro ich to dotyczy, bo mają ciało, płeć, wchodzą w relacje, będą dojrzewać, no i obserwują otaczający je świat — to przecież znaczy, że to również jest element bycia dzieckiem. Oczywiście nie chodzi o to, że trzeba mówić od razu wszystko i tak jak byśmy to tłumaczyli dorosłym. Mówimy inaczej: prościej, po kolei, obserwując reakcje i ciekawość dziecka lub jej brak. Ale rozmawiajmy, bo to ważny temat — podkreśla Antonina Kopyt.

CZEGO DOWIEDZIAŁAŚ_EŚ SIĘ O SEKSUALNOŚCI W DZIECIŃSTWIE?

Jaki przekaz dotyczący seksualności otrzymał_ś w dzieciństwie i podczas dorastania? Z mojego doświadczenia i rozmów wynika, że jest kilka głównych rodzajów informacji, jakie ludzie dostali w młodości na ten temat.

Po pierwsze: straszenie. Chorobami, ciążą, porzuceniem. A przecież ludzie uprawiają seks przede wszystkim dla przyjemności! No i straszenie raczej nie pomaga uniknąć przykrych wydarzeń, bo najczęściej nie idzie z nim w parze żadna sensowna edukacja. Za to utrudnia czerpanie radości i szukanie pomocy, gdyby była potrzebna.

Po drugie, niestety: cisza. Wiele osób słyszało w domu na ten temat… nic. Chociaż skoro seksualność to tak szerokie zagadnienie, to raczej nie da się tak zupełnie nic o niej nie mówić. Ale gdy nie mówi się świadomie, to wymykają nam się stereotypy, uogólnienia, mity. Gdy jest to temat tabu, to rzadko jest szansa, żeby je sprawdzić.

Trzeci częsty przekaz to: „Nie ma się z czym tak spieszyć”. No i to trochę prawda, że może nie warto, żeby to było coś tylko do odhaczenia, zaliczenia, żeby mieć z głowy, żeby nie być ostatnim. Ale właściwie, na co czekać? Dorośli mają czasem proste odpowiedzi: aż skończysz szkołę, aż się będziesz utrzymywać, do ślubu… To mogą być dla kogoś ważne kryteria, ale tylko gdy są własne, a nie narzucone. No i jeśli idą za nimi także te wewnętrzne: chęć, zgoda, gotowość.

Jest na szczęście też grupa osób, która dostała edukację — bardziej lub mniej obszerną, ale taką wspierającą, w formie spokojnych rozmów czy choćby wartościowych książek.

A przecież to, co dostaliśmy w tym temacie w dzieciństwie i podczas dorastania może mieć wpływ na nasze dorosłe relacje. Może nam dodawać skrzydeł albo być ciężarem, który powoli rozpakowujemy samodzielnie lub np. na terapii. A wiedzę nadrabiamy choćby tak jak teraz, w internecie.

KIEDY JEST DOBRY CZAS NA ROZMOWĘ Z DZIECKIEM O SEKSUALNOŚCI?

Dlaczego tyle osób martwi się tym, że „uświadomi” swoje dziecko za wcześnie, a prawie nikt nie martwi się tym, że zrobi to za późno?

Wychodzę czasem z mojej bańki, w której to oczywiste, że edukacja seksualna jest ważna i że można o nią odpowiednio dbać niezależnie od wieku swojego czy dziecka. No i poza tą bańką bardzo popularne jest zdziwienie, że jak to już, czemu już, dajmy dzieciom być dziećmi, dowiedzą się w swoim czasie.

Staram się rozumieć te obawy. Ale zastanawiam się też, na co te osoby chciałyby czekać?

Aż dziecko skończy 18 lat? No ale przecież wiek zgody w Polsce to 15 lat, a dojrzewać zaczyna zazwyczaj jeszcze wcześniej. Powinno być na to przygotowane.

No to może około 11 roku życia? To jest średni wiek pierwszego kontaktu z pornografią! Naprawdę chcemy, żeby to było pierwsze, czego dowiedzą się o seksie?

To przecież przedszkolaki tak bardzo interesują się światem i zadają mnóstwo pytań! Wśród nich zazwyczaj są też takie dotyczące tego, skąd się biorą nowi ludzie na świecie, dlaczego nasze ciała się różnią albo co się dzieje w ciąży. Skoro pytają, to chyba właśnie to jest „w swoim czasie”, prawda? W ich czasie.

A nawet jeśli dziecko na razie tylko płacze i gaworzy, to przecież też ma ciało, płeć i emocje. Też szanujemy jego autonomię cielesną (albo nie szanujemy i to też wpływa na jego rozwój seksualny). Rozmawiamy z nim i nazywamy jakoś całe jego ciało albo niektóre kawałki omijamy. To wszystko są komunikaty, to wszystko jest już edukacją seksualną. To wszystko możemy robić świadomie albo nie.

No dobrze, ale o czym kiedy mówić? Nie ma na to jednej tabelki dla wszystkich. Na pewno jeśli pyta, to odpowiadać, bo przestanie pytać nas, a zacznie szukać odpowiedzi gdzie indziej. Straci dobre źródło wiedzy, zaufanie i wsparcie. Na pewno starać się, aby edukacja wyprzedziła doświadczenie. Np. zacząć mówić o dojrzewaniu na tyle wcześnie, żeby zdążyć nie tylko zebrać wiedzę, ale i oswoić się psychicznie z tematem. I na pewno mówić tak, żeby nie musieć tego potem odkręcać, a móc to potem rozwijać. Nie ściemniać. I pokazywać, że można do nas przyjść z każdym tematem.

CZY EDUKOWANIE DZIECKA TO NIE JEST SEKSUALIZACJA?

Wyjaśnijmy to raz a dobrze. Edukacja seksualna to jest co innego niż seksualizacja. Ba, edukacja seksualna przeciwdziała seksualizacji! Dlaczego?

Edukacja seksualna jest to przekazywanie wiedzy, nabywanie umiejętności, rozmowy o przekonaniach i wartościach związanych z seksualnością — szeroko rozumianą!

Większość rodziców nie jest w stanie mieć całej tej wiedzy, dlatego potrzebna jest systemowa edukacja seksualna w szkołach. Ale to właśnie podejmowanie tego tematu przez rodziców daje dziecku największe wsparcie i ochronę — bo mają w domu dorosłego, do którego mogą się zwrócić ze wszystkim i zawsze dostać pomoc.

Według definicji Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego seksualizacja ma miejsce, gdy:

• wartość osoby wynika z jej atrakcyjności seksualnej lub zachowania – do tego stopnia, że wyklucza inne cechy;
• osoba jest dopasowywana do normy, według której atrakcyjność fizyczna oznacza bycie seksownym;
• osoba jest uprzedmiotowiona pod względem seksualnym, czyli staje się dla innych raczej przedmiotem seksualnego wykorzystania niż osobą zdolną do podejmowania niezależnych działań i decyzji;
• seksualność jest narzucona osobie w niewłaściwy sposób.

W przypadku dzieci i młodzieży seksualizacja może przyjmować także formę komentarzy dotyczących ich wyglądu lub zachowań, w których ktoś narzuca im dorosły kontekst. Np. „O, Jaś bawi się z dziewczynkami, ale z niego łamacz serc” albo “Ale Ci się już figura zaokrągliła, robi nam się kobietka z tej Kasi, zaraz będzie trzeba chłopaków odganiać z podwórka”.

Rzetelna edukacja seksualna nie seksualizuje. Edukacja seksualna daje narzędzia, aby jej się sprzeciwić. Edukacja seksualna daje świadomość, że seksualizacja nie jest ok. Edukacja seksualna pomaga rozpoznawać seksualizację i reagować na nią sprzeciwem.

A CO, GDY DZIECKO ZADAJE TAKIE PYTANIE NIE RODZICOM, ALE INNEMU DOROSŁEMU?

Rodzice i najbliższa rodzina są pierwszym i najczęściej najważniejszym otoczeniem dziecka. Ale nigdy nie jedynym. Dzieci idą zazwyczaj do placówki, mają sąsiadów, wujków i ciocie, dziadków i babcie, sąsiadów i sąsiadki, rodzeństwo, kuzynostwo, poznają rodziców innych dzieci itd…

Te osoby nie są oczywiście „odpowiedzialne” za jakąkolwiek edukację, ale może się zdarzyć tak, że dziecko zada pytanie komuś innemu niż rodzic.

Mogą się wtedy pojawić wątpliwości: „Czy powinienem w ogóle odpowiadać na takie pytanie?”, „Może powinnam najpierw zapytać rodziców o zgodę?”. Dużo tutaj zależy od naszej relacji z rodzicami dziecka i od tego, jak są między nami traktowane „te” tematy.

Ja myślę, że pewnym rozsądnym rozwiązaniem będzie udzielanie informacji, zaczynając od najbardziej ogólnych. A jeśli pytanie dotyczy poglądów, poszłabym w udzielenie kilku odpowiedzi, mówiąc o różnych zdaniach, które mają różni ludzie. W razie wątpliwości warto zachęcić dziecko do rozmowy także z rodzicem. Zazwyczaj warto też powiedzieć rodzicom o tej rozmowie, chyba że dziecko wyraźnie prosiło nas o co innego i wydaje się, że właśnie takie działanie będzie na rzecz jego dobra. Trudno tu jednak o uniwersalny scenariusz, bo każda sytuacja jest nieco inna.

Rodzice czasem obawiają się, że osoby z otoczenia dziecka będą mu przekazywać inne informacje niż oni sami. Rozumiem, że możemy nie chcieć, żeby niektórzy przekazywali swoje zdanie jako jedyne słuszne albo żeby dziecko dowiedziało się bzdur lub mitów. Jednak przeważnie taka sytuacja może być dobrą okazją do rozmowy o tym, że ludzie mają różnie. Możemy też przecież dodać własną opinię na temat jakiegoś zjawiska albo twierdzenia.

Nasze dzieci będą funkcjonowały wśród różnych osób i możemy im to ułatwić, pokazując im to i rozmawiając na spokojnie. Pozwólmy też dzieciom budować różnorodne relacje, zarówno z rówieśnikami, jak i z innymi dorosłymi. To może być dla nich ogromne wsparcie.

Tekst: Antonina Kopyt

Total
0
Shares
Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

podstawy edukacji seksualnej